Felieton: Strzelamy focha, bo ktoś niszczy nam biletomaty

Robi się co raz ciekawiej – od jakiegoś czasu nie sposób nie zauważyć, że zakup biletu nawet w sposób “nowoczesny”, czyli przez kartę to istna loteria. Ostatnio w autobusach i w tramwajach wystąpiła zmasowana awaria biletomatów “na kartę” bankomatową.

Słowem wstępu: przepraszam, jeśli poniższy tekst wyda się równający poziomem brukowcom – nie taki był zamysł autora. Poniższy wpis będzie felietonem odnośnie wrzawy biletowej systemu UrbanCard.

Sam osobiście jeżdżąc po cmentarzach 1 listopada napotkałem na 3 autobusy w których owe urządzenia były całkowicie wyłączone; pierwszego niedziałającego napotkałem już gdy wsiadałem do linii specjalnej z przystanku nieopodal miejsca zamieszkania. No cóż, biletu nie kupiłem, bo jedyny kiosk w okolicy z maszynką do kodowania UrbanCard w tym dniu zamknięty, a w autobusie też się nie dało. Przynajmniej można było podróżować za darmo, bowiem MPK samo pozwala na taką klauzulę – jak informowali rzecznicy prasowi tego przedsiębiorstwa, w takim przypadku w trakcie kontroli biletowej lepiej przebywać w pobliżu tych urządzeń. Ale takowej nie było, może przez niewyobrażalny tłok w okolicy cm. Osobowickiego.

Ta masowa awaria urządzeń mobilnych, jak i automatów montowanych na przystankach, zainspirowała wielu autorów tekstów internetowych i tak rozpisało się na ten temat wiele elektronicznych mediów lokalnych, zwłaszcza oferujących papierowe gazety z działem Wrocław. Przez owe źródło informacji, słowa na wiatr rzucało także miasto, jak i właściciel tychże automatów – czyli Mennica Polska.

Standardowe obrzucanie się odpowiedzialnością – Mennica czuje się niedowartościowana i twierdzi, że to Straż Miejska powinna pilnować ich urządzeń, bo przecież winni niedziałaniu urządzeń są wandale, a tych wg warszawskiej firmy, służby mundurowe mają ścigać w pierwszej kolejności, najlepiej na ich zamówienie. Miasto ripostuje, że Straż Miejska zajmuje się tymi przypadkami, ale ma też inne obowiązki, więc jakoś musi to ze sobą pogodzić.

Po krótce wymienię, co dane strony oczekują, szczegóły to nie są, bowiem negocjacje objęto tajemnicą. Jak informuje Gazeta Wrocławska:

Mennica nie chce większego udziału w zyskach ze sprzedaży biletów, a rozbudowania karty miejskiej. Tak by pozwalała nie tylko na wejścia do aquaparku czy zoo, ale także np. na zakup biletów kolejowych. Tak, aby np. do Kątów Wrocławskich można było dojechać na Urbancard do Wrocławia. Tak jest choćby w Warszawie.

Jeśli mówimy o zysku ze sprzedaży biletów, to powołując się na źródło wrocław2011.pl, miasto zawarło umową z Mennicą w której Wykonawcy operatora systemu biletowego we Wrocławiu przysługuje:

wynagrodzenie w formie prowizji powiększonej o należny podatek VAT w wysokości:

1) 8 % netto od wartości netto wszystkich sprzedanych przez Wykonawcę Biletów w formie elektronicznej, Biletów w formie tradycyjnej, oraz Biletów telefonicznych z zastrzeżeniem pkt. 3;

2) 1,35 % netto od wartości wszystkich sprzedanych przez Wykonawcę Zintegrowanych biletów kolejowych;

3) od momentu gdy wartość netto wszystkich sprzedanych przez Wykonawcę Biletów w formie tradycyjnej, Biletów w formie elektronicznej, Biletów telefonicznych oraz Zintegrowanych biletów kolejowych przekroczy w trakcie roku kalendarzowego kwotę 129 054 000 PLN, wówczas od nadwyżki powyżej tej kwoty Wykonawcy przysługuje wyłącznie wynagrodzenie w formie prowizji w wysokości 50% powiększonej o należny podatek VAT, liczonej od wartości netto sprzedanych przez Wykonawcę Biletów w formie tradycyjnej, Biletów w formie elektronicznej, oraz Biletów telefonicznych.

Taki zapis umowy obowiązywał w 2010r. Źródło już wtedy alarmowało, że może to być źródłem problemów w przyszłości. Nie sposób też być zdziwionym, dlaczego Mennica tak bardzo chce, żeby miasto dmuchało i chuchało na automaty (chociaż nie za mocno, bo wilgoć szkodzi podzespołom urządzeń elektronicznych), w końcu więcej zakupionych biletów to większe prawdopodobieństwo uzyskania bonusu 50% ekstra. Jednak w tym momencie wskazać winnych całego tego zamieszania nie jest wcale tak łatwo. Miasto ma swój duży wkład przy pogorszeniu dostępności biletów – pamiętamy wywiady, w których rzecznicy miasta skarżyli się, że na dystrybucję i wydawanie biletów papierowych wydaje się “ogromne pieniądze”. Tymczasem wg niektórych źródeł okazuje się, że obecnie kwota wydawana dla operatora systemu biletowego jest większa z racji bardzo korzystnej dla niego, umowy, ale cierpią na tym pasażerowie.

Nie od dziś na łamach Transportnews piszemy, że dostępność biletów dzisiaj, a przed wejściem Mennicy Polskiej, dzieli ogromna przepaść. Informowaliśmy o tym już dwa lata temu, teraz następują tego gorzkie konsekwencje w postaci braku możliwości zakupu biletu w tych rejonach miasta, gdzie dotychczas było kilka sklepów oferujących sprzedaż biletów komunikacji miejskiej, choćby tylko tych jednorazowych. Ale nawet tam, gdzie pojawił się automat biletowy w ilości sztuk jeden (na całą dzielnicę np. Psie Pole Zawidawie) to zakup biletu często jest utrudniony, bo albo automat nie działa, albo nie wydaje reszty, z powodu zaklejenia otworu wylotowego na monety. W takim wypadku można stracić dużo pieniędzy.

Autor tego wpisu stracił w ten sposób ponad 8zł, ale pomimo reklamacji, nie udało mu się tej kwoty odzyskać. Czemuż to? Bowiem Mennica Polska wymyśliła sobie bardzo “dobry” sposób załatwiania reklamacji. Nie jest możliwe odzyskanie tych pieniędzy poprzez wpłatę ich na swój nr konta bankowego. Co więc trzeba zrobić, żeby te pieniądze odzyskać? Pojechać do głównego punktu UrbanCard na pl. Legionów, tak jest! Szczęśliwy ten, co posiada samochód, lub stać go na taksówkę, ale gdy mieszkasz na odległym krańcu Wrocławia i nie posiadasz samochodu… to radź sobie sam. Możesz więc pojechać autobusem i tramwajem (w dowolnej konfiguracji w zależności skąd dojeżdżasz) i w punkcie odzyskać swoje pieniądze. Tylko jaki to ma sens, gdy za sam dojazd zapłacisz tyle samo, jeśli nie więcej za bilet (który i tak musisz kupić, bo kanary wezmą cię na haczyk), lub za taryfę.

Postępowanie operatora biletów można by stwierdzić, że jest to tzw. “strzelanie focha”, bo ktoś niszczy nam biletomaty. Straszymy naszego żywiciela (w domyśle: miasto), ale nie naplujemy mu na rękę, bowiem jak stare przysłowie mówi: „Nie obcina się gałęzi, na której się siedzi”, tak Mennicy Polskiej szkoda by było stracić takie rewelacyjne źródło dochodów. Nie mogąc jednak napluć miastu na dywan, firma zagroziła, że zamierza zlikwidować możliwość płatności gotówką w automatach stacjonarnych.

Jakaż to ironia, że firma na co dzień zajmująca się wybijaniem monet, ma problem z… urządzeniami na monety! 😉 Szkoda, że pod płaszczykiem zemsty za niedopilnowanie biletomatów należących do Mennicy Polskiej, firma ta chce ukarać wandali, a raczej unikając konfrontacji urządzeń z wandalami, po prostu je wyjmując. Tylko kogo najbardziej dotknie ta “kara”? Tego, kto powinien być najważniejszy – będący na końcu tej piramidy, czyli zwykły pasażer.

blog comments powered by Disqus